Piewca miłości BOB DYLAN w interpretacji Juliusza Rafelda

0
194

O Dylanie na podstawie oryginalnej, autoryzowanej biografii z 2021 roku: Howard Sounes „Down the highway.The life of Bob Dylan”

        Robert Zimmerman, później oficjalnie już jako Bob Dylan, potomek żydowskiej rodziny wywodzącej się z rejonu południowej Ukrainy to osoba niepodlegająca powszechnym standardom, zarówno ludzkim jak i artystycznym. Spora w tym zasługa jego własnej, życiowej filozofii. Karierę rozpoczynał jako nastolatek. Wybrawszy się do Nowego Jorku, tułał się i korzystał z uprzejmości różnych znajomych, wykorzystując ich bez umiaru, sypiając u nich, objadając i wykorzystując branżowe znajomości.

    Literacki noblista, mimo że niedawno skończył 81 lat i – jak piszą – prezentuje  „pomarszczoną jak skorupka orzecha” twarz, wyrusza w kolejną światową trasę koncertową, za nic mając wcześniejsze ostrzeżenia, A już nie raz mu się zdarzyło z powodów zdrowotnych odwoływać koncerty. Jednak artystyczne ADHD okazało się nieuleczalne. W trasy koncertowe wyruszał w swoim życiu kilkadziesiąt razy. Początkowo lokalnie, potem po całych Stanach Zjednoczonych, by w końcu prezentować swoją muzykę na całym świecie. Szczególnymi względami i zainteresowaniem cieszyły się jego trasy po USA, Wielkiej Brytanii oraz Japonii, gdzie podczas występu w hali widowiskowej został nagrany jego najsłynniejszy koncertowy podwójny album „Dylan at Budokan”. Długie, wielomiesięczne trasy Dylana obfitowały w niespodziewane przypadki. Zdarzało się, że w trasie wymieniał towarzyszących mu muzyków lub przerywał koncertowanie z powody choroby. Otarł się też o szaleńca, który wtargnął na estradę z siekierą.

Początkowo jego muzyką był amerykański folk, łączony później z country, a występował ze skromnym instrumentarium; gitara i harmonijka to były jego sceniczne wizytówki. Kiedy po latach zaczął współpracować (i nagrywać) z coraz większym zespołem muzyków, wprowadzając rockowe instrumentarium i moc, dotychczasowe rzesze fanów wręcz zarzuciły mu zdradę. Bywało, że w trakcie tras koncertowych jego występy spotykały się z protestami publiczności, wyrażającej niezadowolenie buczeniem i gwizdami. Dylan robił jednak swoje, choć hałas zagłuszał coraz głośniejszą muzyką. Nie przejmował się tym i w końcu jakoś fanów ponownie do siebie przekonał. Obecnie w jego koncertach słychać zarówno nowoczesne, silne brzmienie, jak i to akustyczne.

   Wbrew powszechnemu przekonaniu (co do historii z lat 60/70-tych), Dylan przez długie lata konsekwentnie odżegnywał się od miana lidera kontestującej ówczesne realia młodzieży i nie mieszał do żadnych społecznych działań. Fakt, napisał kilka utworów stanowiących coś w rodzaju hymnów czy protest songów, ze sztandarowymi Blowing in the wind, Times they are a-changing i Knocking on heaven’s door, lecz w gruncie rzeczy większość jego piosenek mówiła o pokręconych ludzkich losach oraz o miłości. Niespełnionej, choć przez jego życie przewinęło się wiele kobiet. Szczególnie jedna z nich – Joan Baez, sławny amerykański bard w spódnicy – trwała przy nim i obok niego przez całe dziesięciolecia, choć nigdy nie została jego żoną.

  Dylan występował i nagrywał z często zmieniającymi się muzykami, towarzysząc im na koncertach lub dołączając ich do swego zespołu; wliczając w to największe sławy, od Beatlesów i Rolling Stonesów, po Claptona, Simona, Baez i The Band. Wiele z napisanych przez siebie piosenek przekazał innym wykonawcom. A miał niezwykłą łatwość pisania; zawsze i wszędzie. Teksty powstawały taśmowo, właściwie jako wiersze; a potem wzbogacone o muzykę stawały się piosenkami. Beatlesom przypisuje się napisanie 300 piosenek, Dylanowi co najmniej 600.

  Ciekawostka, Dylan nigdy nie nauczył się korzystać z zapisu nutowego. Nie palił się też do nauki i nie skończył ledwie rozpoczętych studiów. Za nieporównywalne artystyczne osiągnięcia zdobył większość możliwych nagród, z Noblem (otrzymał go w 2016 r, a odebrał w 2017 r), Oscarem, Grammy, Pulitzerem i Prezydenckim (Obama) Medalem Wolności włącznie.

  Łyżka dziegciu: Dylan nigdy nie oglądał się na innych i nie przejmował się nimi, chyba że dla własnej korzyści, co poniekąd kłóciło się z jego artystyczną wrażliwością. Niejeden poczuł się przez niego wykorzystany. Nie tylko prywatnie, ale i zawodowo, gdy na przykład nie rozpoznawał byłych współpracowników (muzyków), albo kiedy po wydaniu kolejnej udanej płyty skąpił im autorskich egzemplarzy; musieli je sobie sami kupować, a przecież stał się szybko bardzo majętnym człowiekiem. Niemniej, trudny charakter niespecjalnie zaszkodził jego publicznemu wizerunkowi, ponieważ Dylan jak mało kto, przez całe życie zażarcie bronił swej prywatności. Stąd, przykładowo, upłynęły całe lata zanim fani dowiedzieli się o jego (dwóch) żonach i kilku dzieciach.

Reasumując: Bob Dylan nie przejdzie do historii – on zajął już tam odpowiednie miejsce.

 

JULO RAFELD

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj