14.2 C
Bydgoszcz
wtorek, 21 kwietnia, 2026
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

…KATARZYNY KABACIŃSKIEJ: Trump rządzi, więc: NA KOGO WYPADNIE, NA TEGO BĘC!

   Nie wiem, jak ta dziecięca wyliczanka brzmi w języku ojczystym Donalda Trumpa, a może jest dla niego zbyt skomplikowana? Nabrałam śmiałości do formułowania tak negatywnych (pozapolitycznych) sądów o mocarzu współczesnego świata po spotkaniu z doświadczoną tłumaczką z języka angielskiego. Ona słyszy to, czego ja nie jestem w stanie wyłapać i choć widzę, że to polityk – oględnie mówiąc – niewysokich lotów, chyba nie zdawałam sobie sprawy z ubóstwa jego języka. Tymczasem fachowiec w mig orientuje się, że pan Trump jedynie tłumaczom zawdzięcza nośność swego przekazu, bo ci robią co mogą, żeby nadać jakiś sens wypowiedziom prezydenta Stanów Zjednoczonych. Szczęśliwie, zauważa zaprzyjaźniona tłumaczka, znalazł się pojedynczy egzemplarz, który tłumaczy prezydenta jeden do jednego i wtedy wszystko jest jasne. Masakra!

Gdyby prostacki język był największą przywarą politycznego hegemona, tymczasem ważniejsze jest co nim wyraża. Szczególnie, gdy za słowami idą czyny lub choćby ich zapowiedzi. O tym, że Trump, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zakończy wszelkie wojny na tym globie nie warto wspominać. Z właściwą sobie skromnością, ogłasza on urbi&orbi o kolejnych konfliktach, które udało mu się zażegnać. – Kto nie wierzy, niech sprawdzi! – zdaje się mówić buńczucznie, jednocześnie tracąc natychmiast tę pewność siebie, gdy rzecz tylko dotyka Ukrainy. Bajdurzy wówczas, że to o wiele bardziej skomplikowana sprawa, niż mu się pierwej wydawało. Guzik prawda! Chociaż nie, bowiem prawdą jest, że Ukraińcy okazali się twardsi, niż Ameryka przewidywała, bo ta – sunąc po czerwonym dywanie – zamierza przyłożyć rękę tylko do takiego pokoju, o jaki zabiega Władimir Putin.

Zachodzę w głowę, czy Trump nie zdaje sobie sprawy, że Putin go rozgrywa? To wytrawny gracz na scenie globalnej polityki, podczas gdy amerykański prezydent swoje sukcesy może mierzyć raczej lokalnymi dealami, często za to mało transparentnymi – posłużę się eufemizmem. I wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się mówić, że nic się w tej kwestii nie zmieni, Trumpowi zależy jedynie, by napchać prywatną kabzę, a jak się da, to przy okazji i państwową. Trump nie daje, Trump sprzedaje, to pierwsze przykazanie, z jakim boleśnie musiała zderzyć się walcząca Ukraina. Bo ta dla niego nie jest partnerem, w przeciwieństwie do prezydenta Rosji, w którego głos warto się wsłuchać w imię przyszłych interesów. Do negocjacji z takim nastawieniem na horyzoncie nikt się bardziej nie nadaje, niż sprawdzony w boju deweloper od nieruchomości – Steve Witkoff. Jednak kumpel, kumplem, ale warto sprawy dopilnować, stąd obecność w negocjacjach zięcia Trumpa, Jareda Kushnera. Krótko mówiąc, sami profesjonaliści!

Czy świat może mieć jeszcze jakieś złudzenia, że prezydentowi Stanów Zjednoczonych zależy na sprawiedliwym pokoju w wojnie Rosji z Ukrainą? Gdyby ktoś jednak grzeszył dotąd taką naiwnością, operacja specjalna (skąd my to znamy?) w Wenezueli musiała położyć kres podobnym mrzonkom. Pod ziemią, znaczoną krwią tłumionych przez dyktaturę buntów, kryją się prawdziwe skarby, na które chrapkę ma Ameryka. Żeby po nie sięgnąć, z chirurgiczną precyzją, zaatakowano prezydenta Nikolasa Maduro i jego małżonkę, uprowadzając ich do Stanów. Potem wtrącono do aresztu, by oskarżyć o narkoterroryzm. Fakt, że Maduro to mafioso i prezydent – uzurpator, nie zwalnia jednak cywilizowanego świata z przestrzegania prawa międzynarodowego, z prawami człowieka włącznie.

Jednak na Trumpie nie robi to większego wrażenia, więc może się tylko żachnąć, nie kryjąc, że tu chodzi o duży pieniądz, a nie o jakieś demokratyczne mrzonki. Przecież po uprowadzeniu Maduro rządy sprawuje jego zastępczyni, która współpracowała z prezydentem uzurpatorem ręka w rękę, choć logika wskazywała, że rządzić będzie demokratyczny zwycięzca sfałszowanych wyborów – Edmundo Gonzalez Urrutii. Donald Trump zlekceważył też prawdziwą liderkę wenezuelskiej opozycji, Marię Corina Machado. A że to ona, nie Trump, została w 2024 roku laureatką pokojowego Nobla, zasadne staje się podejrzenie, że amerykański prezydent zachował się niczym „pies ogrodnika”, co to jak sam nie może ugryźć, to drugiemu też nie pozwoli…

Już słyszę głosy, że to zbyt infantylna interpretacja poczynań najpotężniejszego władcy współczesnego świata. Nie sądzę! Jakoś bez trudu wyobrażam sobie Donalda Trumpa, który wodzi palcem po mapie w myśl cytowanej już, dziecięcej wyliczanki „Na kogo wypadnie, na tego bęc!” A że porusza się jedynie w „złotodajnych” obszarach? Cóż, infantylny, to nie znaczy głupi i teraz „bęc” wypada na Grenlandię, bo to się opłaca. I nawet jeśli argumenty o strategicznym znaczeniu wyspy nie są wyssane z palca, to prawdziwe bogactwo Grenlandii kryje się pod skutą lodem ziemią. Tyle, że to własność ludności tubylczej, która wprawdzie pozostaje pod duńską jurysdykcją, co nie zmienia faktu, że Ameryka – ot, tak! – nie może Grenlandii zawłaszczyć. Prezydent Trump jest innego (czytaj: swojego) zdania i oświadcza, że przejmie Grenlandię po dobroci, albo… Strach się bać, boją się więc, jak słyszymy, i w Meksyku, i w Kolumbii. Nikt nie wie bowiem, w jakim miejscu mapy wyląduje zachłanna ręka Donalda Trumpa, a skoro jego zastępca, J.D. Vance zadeklarował swego czasu, że „nie możemy ignorować pragnień prezydenta”, to „hulaj dusza, piekła nie ma” i wszystko się może zdarzyć.

Szczęśliwie, nie bez wewnętrznego sprzeciwu, co jest dla mnie pocieszeniem, że przywołam słowa historyka, profesora Uniwersytetu Teksańskiego w Austin – Henry`ego Williama Brandsa: „Trumpizm jest wynaturzeniem i nie przetrwa” – powiedział w wywiadzie udzielonym Przeglądowi, krytykując m.in. politykę antyimigracyjną prezydenta, jako postawę „do szpiku kości nieamerykańską”. Dostaje się zresztą politykom obu stron: demokratom, „Bo Amerykanie, nastawieni na egalitaryzm, wyjątkowo nie lubią snobów (…) zakładających, że wszystko wiedzą najlepiej. Z kolei konserwatyści wzbudzają u połowy Ameryki podejrzliwość co do swoich kompetencji i intencji, skoro popierają kogoś takiego jak Trump i realizują jego politykę”. Mowa o Stanach Zjednoczonych, ale jest w tej diagnozie jakaś uniwersalna prawda, bo brzmi zaskakująco znajomo.

KATARZYNA KABACIŃSKA

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Pozostańmy w kontakcie

256FaniLubię
581SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -spot_img

Ostatnio dodane