Strona główna Od lewa do prawa (Nie) tuszowanym okiem …KATARZYNY KABACIŃSKIEJ: Konflikty i kłopoty w czasach spiekoty

…KATARZYNY KABACIŃSKIEJ: Konflikty i kłopoty w czasach spiekoty

0

   Obecna aura to już nie tylko ewidentna oznaka zmiany klimatu, ale także pewnych zmian kulturowych. Bo gdy rankiem w windzie narzekamy z sąsiadem na nocną burzę, to nie jest już tylko kurtuazyjne zagajenie rozmowy. Trudno bowiem tak ważyć sobie lekce nagłe załamania pogody, których skutkiem są rwące ulicami potoki, pozrywane dachy czy uszkodzone przez połamane drzewa linie wysokiego napięcia.

   Można przy tym zaryzykować, że to „wysokie napięcie” przenosi się na człowieka i owocuje bardzo emocjonalnymi reakcjami na pogodowe anomalia. Bo nowe sytuacje rodzą nowe, często nieznane dotąd, ludzkie reakcje. Jednakże, jeśli nawet negatywny wpływ żaru lejącego się z nieba na psychikę człowieka znany jest nie od dziś, my po raz pierwszy doświadczając 40. stopni w cieniu, odkrywamy swoją „Eurekę”. A że tegoroczne lato na pewno nie jest „sezonem ogórkowym” i dzieje się wiele, to mamy okazję obserwować,

jak upał ogłupia.

   Nie mam pojęcia czy pałac większy (prezydencki) jest bardziej nasłoneczniony od tego mniejszego – premierowskiego, ale wygląda że tak. Bo to w tamtejszej kancelarii lgną się pomysły, za które łatwo obwiniać spowolnienie myślenia oraz irytację prowadzącą nawet do agresji. Szczęśliwie, póki co, słownej, ale marne to pocieszenie, skoro kto by tam nie otworzył ust, cel ma ten sam – obrzydzić narodowi Tuska! I z samym diabłem pakt by zawarto, aby pogrzebać go politycznie. Temu służą prezydenckie weta i ciągłe reprymendy o działanie rządu bez porozumienia z pierwszym obywatelem RP. Bo też ten obywatel ambicje ma nieposkromione i działając w myśl ludowej mądrości „Daj kurze grzędę, a ona: wyżej siędę” chce władzy więcej, dużo więcej, niż przewiduje nasza konstytucja.

   Moim zdaniem ta harda postawa Karola Nawrockiego jest wprost proporcjonalna do wsparcia, jakiego udziela mu prezydent USA. I nic to, że Donald Trump przy każdej okazji lubi przypominać, iż pan Nawrocki został prezydentem RP dzięki jego poparciu. Nie inaczej było, gdy nasz prezydent został zaproszony na 80. urodziny swego amerykańskiego mentora. Wprawdzie na pogaduszki panowie nie mieli czasu, bo Trump skupił się na bijatykach w klatkach, które kazał postawić w ogrodach Białego Domu, lecz medialny przekaz o „wyborczej przysłudze wyświadczonej Polsce” znów poszedł w świat. Jednak ten pozostaje obojętny na

megalomańskie gesty Trumpa,

który, jak wyliczyli dziennikarze CNN, ogłaszał pokój w wojnie z Iranem gdzieś ze 40. razy! Tymczasem nawet to ostatnie zawieszenie broni jest już historią: bomby znów spadają na Iran, który w odwecie wznowił ataki na bazy amerykańskie w Zatoce, a cieśnina Ormuz po raz kolejny jest blokowana i to przez obie strony konfliktu!

   Człowiek roztropny może i uśmiechnie się do swoich myśli, ale szybko dopadnie go smutna prawda, że nawet jeśli sytuacja wyda się zabawna, naprawdę jest poważna, więcej – groźna. Nie wiem tylko na ile zdaje sobie z tego sprawę sam bohater – światowy hegemon, który lekką ręką zarządza międzynarodowym bezpieczeństwem? W tym kontekście ingerencja w mundialowe przepisy to przysłowiowy „pikuś”. A przecież nie może być tak, że drużyna Stanów Zjednoczonych – współgospodarza mistrzostw świata w piłce nożnej będzie grała bez wiodącego zawodnika, bo jakiś niewydarzony sędzia dał mu czerwoną kartkę. Tak perorował Donald Trump oburzony karaniem za mecz, który … jeszcze się nie odbył!

   Nie obnażenie totalnej nieznajomości rzeczy jest tu jednak ważne, gorzej, że prezydent USA nie widzi nic zdrożnego w ręcznym sterowaniu materią (każdą!), która stawia opór. Robi tak, bo może, bo zawsze znajdzie się ktoś usłużny i pomoże. Jak szef FIFA naginając przepisy tak, że kartkę zawieszono i amerykański zespół w pełnym składzie stawił się na boisku, by dostać łomot od Belgów, którym skrzydeł dodała tzw. sportowa złość. Coś tam bąka się, że Trump w podzięce obsadzi przyjaciela z FIFA w ONZ, czego finałem w USA, jeśli rzecz się potwierdzi, może być

„sportowa złość” wyborców.

   A to już nie przelewki. Tak w Ameryce, jak i w Ukrainie, gdzie Wołodymyr Zełenski, obok obowiązków prezydenckiej codzienności, musi zarządzać państwem w stanie wojny, które już piąty rok daje odpór rosyjskiemu najeźdźcy. Że obie te sfery przenikają się wzajemnie, to „oczywista oczywistość”, to wojna uformowała prezydenturę Zełenskiego, co czyni ją wybitnie trudną i tyleż kontrowersyjną. Zwykliśmy na ukraińskiego prezydenta patrzeć przez optykę głowy państwa, który zjeździł pół świata, mobilizując (na ogół pomyślnie) kogo się da do pomocy w wojnie z mocarstwowym Putinem. Trzeba oddać, że umiał Zełenski dotrzeć do serc i budżetów wielu, jednak bitny, ale już zmęczony naród ukraiński zamiast wdzięczności wziął władze pod społeczną lupę! No i zobaczył tam fortuny budowane na wojennych zgliszczach, jakieś ciemne machlojki oraz gigantyczną korupcję. I to w najbliższym otoczeniu prezydenta!

   Inna sprawa, że wdzięczność to – zdaniem niektórych – deficytowe uczucie w ukraińskim genotypie, postawa, o którą dopominał się polski prezydent – Karol Nawrocki. W podzięce za bezprecedensową pomoc udzieloną przez Polaków uciekającym przed wojną Ukraińcom. Osobiście uważam, że Wołodymyr Zełenski czapką do ziemi kłaniał się nam wystarczająco często, co nie ustrzegło jednak Ukrainy przed ciężkim grzechem, jakim był

cios wymierzony w splot słoneczny,

czyli najczulszy punkt stosunków polsko-ukraińskich. Chodzi o nadanie jednemu z oddziałów wojujących z armią Putina imienia „Bohaterów UPA”, tych samych, którzy są odpowiedzialni za zbrodnie ludobójstwa na zamieszkujących na Wołyniu Polakach. Na wieść o tym Polska zamarła, a prezydent Nawrocki za ten brak wrażliwości historycznej postanowił odebrać Zełenskiemu Order Orła Białego. I tak rozpętała się bitwa na ordery, bo już nikt nie zliczy ile odznaczeń oddała Polska Ukrainie, a ile Ukraina Polsce!

   Tymczasem warto się zastanowić, dlaczego ukraiński prezydent to zrobił. Nie wiedział o niezabliźnionych polskich ranach? Musiał wiedzieć, ale ważył dwie racje: zaognienie stosunków na linii Ukraina – Polska oraz schłodzenie obywatelskiego wrzenia na politykę wewnętrzną i ciągłe roszady personalne, które spotkały się ze społecznym sprzeciwem. Gdy prezydenckie notowania ostro pikowały w dół, na gwałt potrzebny był jakiś spektakularny gest, szybka decyzja. Cóż… Zełenski podjął taką, jaką podjął. Na ile złą miał się przekonać nie czekając zbyt długo, stąd – jak mniemam – późniejsze łagodzenie stanowiska. Wprawdzie uhonorowania żołnierzy tytułem „Bohaterów UPA” nie cofnięto, jednak prezydent Ukrainy złożył obiecującą deklarację wyjaśnienia (odkłamania?) sprawy rzezi wołyńskiej oraz przyspieszenia ekshumacji.

  Czy to wystarczy, aby uspokoić rozhuśtane nieodpowiedzialnie antyukraińskie nastroje Polaków? Czy zahamowana zostanie brunatna fala, która niebezpiecznie zmienia liberalne oblicze naszego kraju? Czas pokaże, chciałoby się powiedzieć… Ale nie byłabym sobą, gdybym nie wierzyła, że liczy się postawa „Zero tolerancji” dla nacjonalistycznych zakusów rodaków, postawa: twoja, moja, każdego z nas.

KATARZYNA KABACIŃSKA

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Exit mobile version