15.7 C
Bydgoszcz
sobota, 13 kwietnia, 2024
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

Jacek Deptuła ZEZEM: Poświęcone… szambo

   Nie tak dawno przeczytałem, że władza odbierze obywatelstwo tym, którzy szerzą nieprawdziwe informacje, szkodzą ojczyźnie, szczególnie za granicą, należą do „niepożądanych” organizacji i bezczeszczą dobre imię ojczyzny. To zapowiedział w listopadzie ubiegłego roku prezydent Rosji Władimir Putin.

Niedługo trzeba było czekać, by ruski pomysł podchwycili nasi polszewicy z PiS. W Lublinie minister edukacji Przemysław Czarnek usłyszał pytanie, które padło z ust jakiejś zaczadzonej kaczyzmem starej kobiety: „Czy takich jawnych zdrajców mojej ojczyzny, którzy zasiadają w Brukseli, nie szłoby pozbawić obywatelstwa polskiego bo to są zdrajcy, którzy plują na moją ojczyzną”?”. Miała na myśli m.in. Radka Sikorskiego, Różę Thun, Janusza Lewandowskiego i Leszka Millera. Słuchacze zawyli z radości, na co Czarnek odparł, że się z panią zgadza. Cóż, na razie „nie szłoby” PiS-owi pozbawianie obywatelstwa, ale całkiem możliwe, że niedługo to już „szłoby”.

Pal licho tę chorą kobietę i fanatyka religijnego Czarnka. Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa (w młodości laureatka Olimpiady Wiedzy Religijnej) ubolewała niedawno, że europosłom opozycji… nie można odbierać paszportów i w konsekwencji obywatelstwa. Obiecała natomiast, że zwróci się do ministra Ziobry, „żeby przemyślał jakieś instrumenty prawne dla tych, którzy szkalują Polskę”. Ale „instrumenty” mogą się znaleźć – najlepiej gdyby była to ruska bałałajka. Idiotyzm tego rodzaju postulatów poraża – idę o zakład, że jeśli kaczyści wygrają jesienne wybory – znajdą się też instrumenty prawne, by zesłać na banicję opozycyjnych eurodeputowanych. Tym bardziej, że do tego czasu Putin wprowadzi w życie stosowne przepisy i PiS będzie mógł je z powodzeniem skopiować.

Niebezpieczny fanatyzm polityczny i religijny postępuje w Polsce Kaczyńskiego od paru lat, a końca nie widać. I gdyby pogrążał się sam w błocku narodowo-religijnej sekty – pół biedy. Ale im bardziej parcieje polski katolicyzm, tym bardziej fanatyczna i fundamentalistyczna staje się władza kaczystów. Tylko oni w Polsce mają numer telefonu do Pana Boga, choć nie wiedzą, że gdyby się do niego dodzwonili – posłałby ich zapewne do wszystkich diabłów. Ale akurat od nich telefonu nie odbiera, bo rozmowa z fanatykami religijnymi jest bezcelowa nawet dla Boga, który nie chciałby zapewne walić głową w mur. Idea Wielkiej Polski katolickiej to kij bejsbolowy, którym dostaje w łeb każdy, kto nie podziela tych poglądów; każdy, kto inaczej pojmuje patriotyzm niż ci cwani opętańcy z brzytwą w łapach. Mają też jedyny patent na wartości „narodowe” – narodowe jest tożsame ze wszystkim, co pisowskie i katolickie.

Dokładnie 30 lat temu Henryk Goryszewski, wicepremier z nieistniejącego Zjednoczenia Chrześcijańsko – Narodowego powiedział podczas mszy: „Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy w Polsce będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka”. Głupota tego stwierdzenia sprzed 30 lat ma się znakomicie i dziś. Przemysław Czarnek, minister edukacji, miał wówczas cztery latka, ale jak widać chłonął bezkrytycznie swoim rozumkiem mądrości Goryszewskiego. I dlatego nie tak dawno przekonywał, że Polska albo będzie chrześcijańska (czytaj – katolicka), albo jej nie będzie wcale.

Fanatyzm religijny w Polsce czasów PiS jest zarówno groteskowy, jak i zawiera dużą dozę komizmu. Spod kropidła nad Wisłą nie da się nikomu uciec. W Polsce Kaczyńskiego święci się: paliwo na stacji benzynowej, pokrywy studzienek kanalizacyjnych, tornistry, obory, windy, parkingi, radiowozy, samochody, motocykle, komputery, tablety, telefony komórkowe, pasy na przejściach dla pieszych, kajaki i rowery wodne, a nawet nowe szambo w Kątach zwane kanalizacją sanitarną.

Natomiast ateistów uważa się za opętanych diabłem. Pisząc to zastanawiam się, czy jeszcze przed wyborami PiS uchwali projekt ustawy, wedle której „Kto publicznie lży kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej lub wyszydza jego zasady doktrynalne lub obrzędy podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do lat 2”. Jeśli tak, to już czeka na mnie ziobrowy prokurator i neosędzia z nadania PiS. Z ich punktu widzenia przestępstwem jest naigrywanie się ze święcenia szamba czy płyt kanalizacyjnych.

Kłamstwo i manipulacja to znaki firmowe TVP, obajtkowej Polsce Presse czy Ordo Iuris. Ta ostatnia organizacja wydała „Vademecum katolika”, w którym dowodzi, że prawa katolików są łamane, a do nich samych po pomoc zgłaszają się „tysiące osób”, którym utrudniany jest dostęp do sakramentów oraz praktyk religijnych. Jest tam nawet wzmianka o klauzuli sumienia… nauczycieli. Bo jak wiadomo ze szkoły, świat powstał w siedem dni, Ewa z żebra Adama, a wąż był szatanem w raju. Dlatego brednie o ewolucji są wymysłem Złego. Dlatego nasi okupanci – z kompanią biskupów na czele – żądają, by „prawo boże” stało na prawem stanowionym przez marnego człowieka. Oczywiście z wykorzystaniem Kodeksu karnego w miejsce dekalogu.

Czy w tej sytuacji należy się dziwić, że polskie służby specjalne zrobiły nalot na gabinet ginekologiczny w Szczecinie (chodzi o rzekome pomocnictwo w aborcji)? Czy należy się dziwić, że Centralne Biuro Antykorupcyjne zajmuje się holokaustem plemników, a nie gigantycznym złodziejstwem w kręgach władzy? Czy nie jest złodziejstwem w biały dzień przeznaczenie 7,5 miliona zł dla katolickiej uczelni na „badanie chrystianofobii”?

Dostało się nawet sportsmenkom. Stosunkowo niedawno Piotr Jaroszyński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego wytropił, że ideologia gender oplata od dawna swymi mackami sport. Pisze profesor: „To wiąże się ze swoistym nadrozwojem takiej lub innej grupy mięśni (…) A to prowadzi do takiego rozwoju masy mięśniowej, że w pewnym momencie kobieta zaczyna coraz bardziej przypominać mężczyznę, tracąc te cechy, które zwykliśmy przypisywać kobiecie, a których wspólnym mianownikiem jest delikatność”. Jeśli wierzyć profesorowi, propagatorkami gender są więc Justyna Kowalczyk i Maja Włoszczowska, mistrzynie świata. Niby twarze mają kobiece, sylwetki już nie za bardzo, a uda to już w ogóle całkiem męskie. Ostateczny argument profesora jest taki: „Z uwagi na swoiste ukierunkowanie ćwiczeń fizycznych [dziewczynka] nie rozwinie pewnych cech kobiecych lub je zatraci”.

Jeśli ktoś jeszcze wątpi, że już na początku lat 90. zaczęło kiełkować państwo wyznaniowe, to niech wie – jeśli PiS wygra w wyborach po raz trzeci, Polska będzie w całej swej krasie PiSlamska.

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Pozostańmy w kontakcie

251FaniLubię
462SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -spot_img

Ostatnio dodane