-2.8 C
Bydgoszcz
sobota, 7 marca, 2026
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

…KATARZYNY KABACIŃSKIEJ: Końskie dawki politycznej huśtawki

     Końskie… Niespełna 20-tysięczne miasto w województwie świętokrzyskim, które od 2016 roku jest symbolem Polski powiatowej, gdzie może i żyje się niespieszne, ale nie bez wpływu na życie kraju. Zrozumiał to i przegrane przez PO wybory krótko zrecenzował Grzegorz Schetyna: „Wybory wygrywa się w Końskich, nie w Wilanowie”. W ten sposób anegdotyczna już uwaga pełni dziś rolę czegoś na kształt „mitu założycielskiego” wędrówek polityków, którzy przemierzają kraj wzdłuż i wszerz szukając wyborczego poparcia małomiasteczkowej Polski. A na ubitą ziemię w Końskich wyzywają się na wyborcze pojedynki w debatach przedstawiciele konkurujących partii.

Końskie, nim pojawiły się jako asocjacja z polityką, istniały w moim życiu od dzieciństwa, tyle że inaczej. Będąc dzieckiem lekarza weterynarii dość wcześnie zetknęłam się z pojęciem „końskiej dawki”, a obrazowała ją ogromna piguła, którą tata starannie odmierzał, dzielił i w sezonie grypowym aplikował całej rodzinie. Intrygowało mnie dlaczego to lekarstwo jest tak wielkie i pamiętam, jak zastygłam w zdumieniu słysząc, że pigułka musi być duża, bo to lekarstwo dla koni! Tyle rodzinnej dygresji, ale mam nieodparte wrażenie, że ostatnie wydarzenia prezydenckiej kampanii wyborczej pożeniły obie te anegdotyczne opowieści. Miasto Końskie zapowiedziano, jako miejsce debaty, co zaowocowało iście końską dawką adrenaliny wywołanej wieloma politycznymi perturbacjami.

Po pierwsze, dziś już sami zainteresowani gubią się w zeznaniach kto kogo wyzwał na ten wyborczy pojedynek. Czy kandydat obywateli z elektoratu PiSu – Karol Nawrocki Rafała Trzaskowskiego – kandydata PO, czy na odwrót? Jak pamiętam, każdy z nich rzucał w przestrzeń niezobowiązujące deklaracje, że gotów jest stanąć do debaty z głównym konkurentem, aż wicelider sondaży zrobił to bardziej stanowczo, czym sprowokował Trzaskowskiego. Ten podjął więc rękawicę oznajmiając, że będzie czekał na Nawrockiego w Końskich. Był 11 kwietnia 2025 roku, który przejdzie do historii jako dzień pełen chaosu, zmiennych i zaskakujących decyzji, oświadczeń składanych na wyprzódki oraz wnoszenia i wynoszenia do sali debaty mównic w miarę, jak tasowała się liczba kandydatów zapowiadających przyjazd do Końskich.

Spiritus movens rozbicia duopolu gotującego się do rozgrywki jeden na jeden stał się marszałek Szymon Hołownia i obrał kurs na Końskie. Za kandydatem Trzeciej Drogi na prezydenta poszła kandydująca z Lewicy Magdalena Biejat, potem z różnych stron kraju dochodziły głosy: „ja też, ja też!”. Koniec końców do sali w Końskich wniesiono 8 mównic, bo tyluż kandydatów zgłosiło się do debaty. Kilkoro z nich było już po rozgrzewce, czyli debacie pod chmurką, gdzie pierwsze skrzypce grał Karol Nawrocki i stacja tv Republika. Ze swojej strefy komfortu zdecydował się wyjść pan marszałek i dzielnie wkroczył we wraży tłum na rynku, o czym z wrodzoną sobie skromnością nie omieszkał poinformować. Ale była tam też m.in. lewicowa weteranka Joanna Senyszyn, którą zapamiętam z rozbrajającej szczerości w odpowiedzi na pytanie dlaczego kandyduje. „Żeby mieć na kogo głosować” – odrzekła pani profesor.

Jednak nie do końca zgadzam się z diagnozą, jaką Joanna Senyszyn postawiła po debacie w Końskich. Zatroskana o spójność Koalicji 15 października wytknęła członkom współrządzących ugrupowań – Szymonowi Hołowni i Magdalenie Biejat koalicyjną nielojalność w atakach na Rafała Trzaskowskiego. Fakt, podszczypywali go. Wprawdzie niegroźnie, ale w obliczu zmasowanego ataku na lidera sondaży pozostałych debatujących z Nawrockim na czele, nie wyglądało to dobrze. Inna sprawa, że to nie był chyba najlepszy dzień Rafała Trzaskowskiego, który dowiedziawszy się o szturmie na Końskie, zapewnił, że debata jest otwarta dla wszystkich kandydatów. Zrobił to publicznie, ale zbyt późno.

No i ta nieszczęsna tęczowa flaga! Panie Rafale, tak się nie robi! Wiem, że zasługuje pan nawet na tęczowy medal, ale w ramach taktyki nie drażnienia elektoratu środka, schował pan proporczyk, który prowokacyjnie wręczył panu kandydat Nawrocki. Odebrała go panu senatorka Biejat i z dumą – co podkreśliła – postawiła na swojej mównicy. Niby tylko gest, ale ważny. Ale nawet abstrahując od niego i tak uważam Magdalenę Biejat za numer 1 debaty w Końskich. Była merytoryczna, w krótkich odsłonach konsekwentnie przedstawiała spójną wizję swego wyborczego programu. Drugi zwycięzca to Hołownia, który – zgodnie z oczekiwaniami – potrafił medialny event wycisnąć jak cytrynę. Jest też jego zasługą, że w Końskich nie debatował duopol.

Jednoznacznych poglądów nie mam, niestety, w sprawie uczestniczenia w debatach pod egidą tv Republika. Trzaskowski tak, jak nie wziął udziału w wiecu pod chmurką 11 kwietnia, tak później nie poszedł na debatę w stacji. Ale w ten sposób nie pozbędzie się ksywki „Bonjour” i tu już nawet nie chodzi o żarty, jaki to z niego poliglota, bardziej jest to wytykanie dorastania w środowisku stołecznej elity kulturalnej, co ma jakoby powodować jego odklejenie od trudnej teraźniejszości. Trzaskowski tymczasem konsekwentnie powtarza, że nie będzie swym udziałem legitymizował ośrodka prymitywnej propagandy, jaka wylewa się z tv Republika. Ma prawo, ale ja bym wolała, żeby mój kandydat zmierzył się z rywalami na nieprzyjaznym dla siebie gruncie. Doskonale czuje to „medialne zwierzę”, jakim jest Hołownia, pakuje się „między wódkę a zakąskę” i wygrywa na tym. Jemu słupki rosną, panu Trzaskowskiemu, choć nadal pozostaje liderem sondaży, spadają, nad czym ubolewam, choć się nie dziwię.

Niby nie ma co rwać szat, do wyborów jeszcze miesiąc, jednak lekki niepokój poczułam. Zdaję sobie sprawę, że Rafał Trzaskowski w rywalizacji o urząd prezydenta musi brać na klatę wszystkie wpadki rządu, a tych nie brakuje. Ale tym bardziej ostatnie 30 dni przed wyborami MUSZĄ BYĆ JEGO DNIAMI! Niech w sztabie ruszą głowami i wymyślą coś extra, coś odlotowego… Byle konstruktywnego, żeby to nie była kolejna wyliczanka, jaki to rząd poprzedników był fatalny. Jestem pewna, że zwolennicy prezydenta Warszawy, który sam o sobie mówi, że jest pozytywną jednostką, oczekują na końską dawkę dobrych emocji. By nad urną wyborczą nie zadrżała im ręka.

KATARZYNA KABACIŃSKA

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Pozostańmy w kontakcie

258FaniLubię
575SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -spot_img

Ostatnio dodane