13.3 C
Bydgoszcz
wtorek, 21 kwietnia, 2026
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

…KATARZYNY KABACIŃSKIEJ: Żeby Polska cała głosowała na Rafała

     Co, jak co, ale miękiszonem to nasz premier nie jest. Od kiedy wrócił z Brukseli i porwał się, niczym z motyką na słońce, ratować Platformę Obywatelską, a w zasadzie całą ówczesną opozycję, szczerze go podziwiałam. Jego determinację, odporność psychiczną na wszechobecny hejt oraz kondycję fizyczną, która u pana w wieku – hmm… – dojrzałym musiała budzić uznanie.

DONALD TUSK DO MAS: KOCHAM WAS!

Zwieńczeniem tych wysiłków stała się Koalicja 15 października z arcytrudnym zadaniem wysprzątania poPiSowskiej stajni Augiasza. Dlatego coraz częściej zamiast, znanego z wieców kampanijnych, uśmiechniętego Donalda Tuska widzieliśmy jego zaciśnięte usta i oczy ciskające gromy. A mnie wtedy przypominały się opowieści o surowym „kierowniku”, który w relacjach z podwładnymi potrafi być bezwzględny.

Takie przemyślenia dopadły mnie, gdy w KO zdecydowano, że premier jednak włączy się na ostatniej prostej w prezydencką kampanię Rafała Trzaskowskiego. Gdzieś tam we mnie, pomnej „winy Tuska”, tliła się obawa, czy nie będzie to „pocałunek śmierci”? Obawa, szczęśliwie, okazała się płonna, a ja utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że Donald Tusk jest wytrawnym politykiem, że ma to „coś”, co powoduje, że nawet w ulicznym ścisku jego słowa odbieramy bardzo osobiście, często wręcz ze łzami w oczach.

Surowy kierownik potrafi zatem wzruszyć. Na Marszu Patriotów 25 maja, za sprawą niedyskrecji telewizyjnych kamer mogliśmy zobaczyć niejedną uronioną łzę, ukradkiem ocierane „spocone” okulary czy chłopa na schwał, któremu ściśnięte gardło nie pozwalało mówić. Legendarna surowość kierownika gdzieś uleciała i mam nieodparte wrażenie, że Tusk sam też był wzruszony. I trudno się dziwić – po półtora roku rządów, których sprawczość pozostawia wiele do życzenia, zobaczył nieprzebrane tłumy nadal wierzące w powodzenie misji Koalicji 15 października. Padło więc zapomniane w polityce słowo „przepraszam”, a prośba, by ten radosny marsz dał KO moc zaowocowała takim poziomem pozytywnej energii, że surowy kierownik krzyknął ze sceny: Kocham was!

POPARCIA MUR, KORALI SZNUR I ŻONA SZYMONA

A zwrócił się do tych, którzy czasem wiele godzin jechali, by pokazać światu, że – jak śpiewał Niemen, a na wiecach powtarza często Trzaskowski – „ludzi dobrej woli jest więcej”. Choć mieli pełne prawo wziąć to wyznanie do siebie także koalicjanci z Lewicy, PSLu i partii Hołowni. Bo trzeba przyznać, że – pomimo różnych przewidywań, wieszczenia i wróżenia z fusów – zachowali się lojalnie. Senatorka Biejat, marszałek Hołownia, wicepremier Kosiniak-Kamysz i wicemarszałek Czarzasty zapewnili, że 1 czerwca oddadzą głos na Rafała Trzaskowskiego i o to samo poprosili swój elektorat.

Co ciekawe, po hamletyzowaniu w sprawie poparcia dla demokratycznego kandydata w prezydenckich wyborach 5 lat temu, teraz marszałek z ogłoszeniem, że w II turze zagłosuje na Trzaskowskiego nie zwlekał ni minuty. Ale w tamtych wyborach był „czarnym koniem”, zaś tym razem zaliczył spektakularny spadek notowań. I jedynym pocieszeniem może być prawda zawarta w powiedzeniu, że „jak spaść, to z wysokiego konia”, co się Szymonowi Hołowni akurat udało. Doceniam, ale i tak od pana Szymona bardziej podoba mi się jego żona. Mało, że jako kobieta przebiła niejeden przysłowiowy „szklany sufit” i kto wie, czy nie dosłownie, jest bowiem pilotką odrzutowców! Ale jeszcze publicznie wyznała, że w przeciwieństwie do męża jest zwolenniczką liberalizacji ustawy antyaborcyjnej z możliwością terminacji ciąży do 12 tygodnia.

Jeśli te poglądy u żony pana marszałka mogły zdziwić, oczywiste są u Joanny Senyszyn, która dość nieoczekiwanie stanęła do wyborów prezydenckich. I całe szczęście, gdyż nudnawej kampanii dodała sporo kolorytu. Konkretnie czerwonego, jak ogniste są słynne trzy sznury korali pani profesor. Teraz już dwa, albowiem kandydatka Senyszyn, oprócz poparcia dla Trzaskowskiego, jeden sznur korali podarowała jego żonie wraz z ich magiczną mocą! Czym zaskarbiła sobie sympatię nie tylko po demokratycznej stronie, bo swoimi poglądami, klasą i dystansem do siebie przekonała wielu młodych wyborców. Myślę więc, że casus pani profesor jeszcze doczeka się głębszych analiz.

NIE WIECOWY, NIE SALONOWY, ALE POKOJOWY

Tak, jak premier Tusk bez trudu potrafi zmienić sztafaż gabinetowy na wiecowy, Rafał Trzaskowski ma z tym pewien problem. Nie oczekuję, że będzie niczym trybun ludowy, ale wiece rządzą się swoimi prawami i gabinetowa powściągliwość na nich się nie sprawdza. Każdorazowo, gdy kandydat KO na prezydenta miał zagrzać zebranych okrzykiem „Cała Polska naprzód!” było mi go serdecznie żal… No, nie nadaje się chłop do tego i już! Inna rzecz, iż tak jak nie widzę Trzaskowskiego w roli trybuna wiecowego, tak kandydat nie skleja mi się z obrazem strażnika żyrandola i salonowego bywalca. Wprawdzie podczas kampanii bywał zmęczony, jednak ma chyba zbyt wiele energii i większe aspiracje, niż rola li tylko salonowca pośród kandelabrów.

Już jakiś czas temu pisałam, że moim zdaniem Trzaskowski będzie lepszym prezydentem, niż kandydatem i nie bez satysfakcji z wywiadu w Newsweeku dowiedziałam się, że znany brytyjski historyk Timothy Garton Ash myśli podobnie, tylko… jeszcze bardziej. Ash uważa, że Trzaskowski ze swoim wykształceniem, kontaktami i doświadczeniem będzie bardzo dobrym prezydentem, ja nieśmiało jedynie zauważam, że prezydent stolicy najlepiej się sprawdzał w dyskusjach jeden na jeden, czego dowodem debata z konkurentem przed II turą, bardzo merytoryczne spotkanie z Mentzenem oraz rozmowy face to face z wyborcami w Kaliszu i Pabianicach. Za to obiema rękoma podpisuję się pod żywioną przez historyka nadzieją, jaką daje fakt, że Rafał Trzaskowski to człowiek nastawiony pokojowo, koncyliacyjny, który dążył będzie do niwelowania podziałów rujnujących nasz kraj.

JEJ MAGNIFICENCJA FREKWENCJA

Czytelniku, czy zauważyłeś, że nie piszę o rywalu Trzaskowskiego? I niech tak zostanie, bo ja swoim dość zracjonalizowanym umysłem nie ogarniam katastrofy, jaką okazał się być tzw. kandydat obywatelski. Brnięcie w ten temat straciło dla mnie jakikolwiek sens, gdy na własne uszy usłyszałam, że elektorat PiSu nie wierzy w żadne zarzuty kierowane wobec kandydata, na którego postawił prezes! Przecież on nie mógł się mylić, a reszta to brudna gra wyborcza. I tak fakty giną w pomroce spiskowych teorii i roboty służb, a miejsce faktów zajmują emocje. Jest więc „na żyletki”, czyli kandydaci idą łeb w łeb i kto będzie górą, tego nie wie nikt. Fachowcy mówią, że nadzieja we frekwencji…

Ta zapowiada się nieźle, już w I turze była zaskakująco wysoka, a głosowanie rozstrzygające przyciąga zwykle jeszcze więcej obywateli. Teraz więc zewsząd słychać nawoływania do mobilizacji, włodarze wsi, miast i miasteczek prześcigają się w pomysłach czym skusić ludzi, by w niedzielę 1 czerwca ruszyli do urn. Najbardziej zmobilizowane osiedle Wrocławia dostanie w nagrodę krasnalkę o imieniu Frekwencja, ale miasto wyzwało też na pojedynek Wałbrzych. Odwieczna rywalizacja między Toruniem a Bydgoszczą zostanie tym razem rozsądnie skonsumowana i prezydent miasta, którego mieszkańcy mniej tłumnie stawią się na wyborach ma do pokonania na rowerze niebagatelny dystans między rynkiem toruńskim, a bydgoskim. Ciekawe, który z włodarzy będzie musiał „ubrać się w obcisłe”, że zacytuję Lecha Janerkę?

Jednocześnie zaistniała szansa, że z odsieczą przyjdą nam Polonusi. Podobno w stosunku do I tury wyborów prezydenta RP, 1 czerwca chce głosować o 200 tys. osób więcej! W MSZ mówią, że jest to absolutnie historyczny moment, gdyż łącznie poza granicami kraju do urn by poszło 700 tys. naszych rodaków! Rzecz jasna, nie wiadomo na kogo zagłosują, ale słychać szacunki, że poza konserwatywną Polonią amerykańską, Polacy w świecie są raczej za Trzaskowskim. I ja ich rozumiem, nie będą musieli się wstydzić.

KATARZYNA KABACIŃSKA

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Pozostańmy w kontakcie

256FaniLubię
581SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -spot_img

Ostatnio dodane