Strona główna Kulturalny donosiciel Artyści w obiektywie TVOKO Jurka Lisieckiego: POŻEGNANIE PRIMABALERINY

Jurka Lisieckiego: POŻEGNANIE PRIMABALERINY

0

14 kwietnia zmarła Anna Rutkowska, primabalerina bydgoskiej opery. Miała 78 lat. Tańczyła na bydgoskiej scenie w latach 1962-1984. Tytułem primabaleriny została uhonorowana w 1979 r. za kreację, stworzoną w balecie Rodiona Szczedrina Anna Karenina.

Zaczynała jako chórzystka w bydgoskim Domu Harcerza, ale szybko przeniosła się z chóru na salę baletową, a z niej do działającego przy operze Studia Baletowego prowadzonego przez Ninę Modzelewską. Talent i pracowitość pozwoliły jej zdać egzamin weryfikacyjny i szybko piąć się po szczeblach kariery. Choreografowie powierzali jej coraz poważniejsze role. M.in. zatańczyła Królową Podziemia w Baśni o kamiennym kwiecie S. Prokofiewa (1970), Odettę i Odylię w Jeziorze łabędzim P. Czajkowskiego (1972) i tytułową bohaterkę w balecie B. Pawłowskiego Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków. (1975)

Zbierała znakomite recenzje, ale wszystkie poprzednie role przyćmiła wspaniałą, dramatyczną główną rolą w balecie Szczedrina Anna Karenina według powieści Lwa Tołstoja, w znakomitej choreografii Krystyny Gruszkówny. Popisała się tam całym swoim scenicznym doświadczeniem, warsztatową maestrią i artystycznym talentem. – Odnosi się wrażenie, że to, co Kareninę spotyka, było i jest jej przeznaczeniem, którego nie mogła uniknąć – napisał Jan Berski na łamach „Kultury”.

Później wciąż potwierdzała swoją wysoką pozycję w zespole. Jako Turkusowa Wieszczka w Pinokiu J. Szajny-Lewandowskiego (1979), tytułowa Królewna Śnieżka w balecie B. Pawłowskiego (1983), Lilia w Dzwonnikach z Notre Dame C. Pugni (1983) i Matka Peera w Peer Gyncie E. Griega (1984). Błyszczała także w scenach baletowych oper, operetek i musicali.

Zdaniem wielu krytyków, w jej zasięgu były nie tylko polskie sceny baletowe, ale i europejskie, jednak odrzucała wszystkie propozycje. – Tutaj się urodziłam i wychowałam, tu odnosiłam pierwsze sukcesy. Lubię to miasto i moją publiczność. Dlatego o owych propozycjach mówiłam mężowi zawsze po…ich odrzuceniu – powiedziała w wywiadzie Zdzisławowi Prussowi. A jej mąż Marek, znany bydgoski fotografik wspierał ją, wyręczając w domowych pracach i opiekując się dwojgiem dzieci.

Cechowała Annę Rutkowską nie za często spotykana w tym zawodzie, sympatia i koleżeńskość dla początkujących. Kochali ją adepci, kochali choreografowie, kochała scena i – co najważniejsze – kochała ją publiczność. Kiedy wraz z Olą Mioduską odwiedzaliśmy Anię i Marka na ich działce w myślęcińskim Zamczysku, żadne z nich nie dawało odczuć, że uważa się za gwiazdę. A bez wątpienia byli gwiazdami w swoich zawodach.

Pogrzeb Anny Rutkowskiej odbędzie się w piątek 22 kwietnia br. o godz. 10:00 na cmentarzu przy ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego (Bielawki). Św. Augustyn powiedział: – Człowieku, naucz się tańczyć, bo inaczej aniołowie w niebie nie będą wiedzieli, co z tobą zrobić. Moim zdaniem, aniołowie będą teraz mieli znakomitą korepetytorkę. Do zobaczenia Aniu…

JERZY LISIECKI

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Exit mobile version