31.3 C
Bydgoszcz
wtorek, 16 lipca, 2024
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

Jurka Kamińskiego OKO NA SPORT: Na kogo wypadnie, na tego bęc…

Na podwórku w miasteczku X chłopcy postanowili, że nie będą grali w piłkę z Jasiem. Do Jasia wprawdzie nic nie mają (niektórzy nawet go lubią), ale jego (czyli Jasiowy) ojciec bije swoją żonę, a z synem takiego zwyrodnialca chłopcy grać nie będą i basta. Nie ma tu znaczenia fakt, że nieszczęsny Jasio – stając w obronie mamy – sam dostaje od ojca taki łomot, że przez tydzień nie może pokazać się na podwórku. Chłopcy są nieugięci – w końcu jakieś zasady trzeba mieć. Wprawdzie koledzy systematycznie robą zakupy w warzywniaku należącym do ojca Jasia, ale to inna sprawa. To jedyny taki sklep w okolicy, nie można więc grymasić. Cest la vie…

Wymyśliłem tę historyjkę, bo jak ulał pasuje do sytuacji, w jakiej znaleźli się rosyjscy sportowcy, w związku z wojną rozpętaną przez ich kraj na Ukrainie. Część sportowych działaczy w geście protestu postanowiła nie przystępować do rywalizacji z drużynami z Rosji, a na dokładkę wykluczyć tychże z rywalizacji w Polsce. Jako pierwsi w rejtanowskim geście sprzeciwu koszulę na piersiach rozdarli działacze żużlowi. „Ruscy won z naszej ligi” – można by krótko i dosadnie streścić ich stanowisko. Nie miało tu znaczenia, że większość rosyjskich zawodników od lat mieszka w Polsce, wielu ma nasze obywatelstwo (naturalnie obok rosyjskiego), nikogo nie obeszło też, że część z nich jasno opowiedziała się przeciwko krwawej jatce urządzanej przez ich kraj na Ukrainie. Rusek to Rusek. Kropka.

Jako następni garderobę na piersi szarpać zaczęli działacze piłkarscy. Tu jednak guziki trzymały znacznie mocniej. Wprawdzie pierwszy (nota bene najbardziej uwierający, a oznaczający konieczność rozegrania półfinałowego meczu barażowego z silną „Sborną”) puścił bez kłopotów, dzięki czemu -hyc- znaleźliśmy się w finale, w którym pokonaliśmy Szwedów (umęczonych rozegranym cztery dni wcześniej 120 minutowym półfinałem z Czechami). Kolejne guziki pozostały jednak nienaruszone. I tak w biało-czerwonym trykocie z orzełkiem na piersi biegał w meczu ze Szwecją piłkarz Szymański, na co dzień reprezentujący barwy Dynama Moskwa, tego samego klubu, w który ochoczo inwestuje jeden z największych rosyjskich oligarchów, bliski współpracownik Putina, Aliszer Usmanow. To hokeiści Dynama ustawili się na lodowisku w symbol „Z”, znak poparcia rosyjskiej napaści na Ukrainę. Wprawdzie FIFA dała zawodnikom związanym z rosyjskimi klubami (którzy nie chcą grać w drużynach i w kraju brutalnego agresora) możliwość zawieszenia ich kontraktów, ale zdaje się, że zawieszenie kontraktu to także… zawieszenie wynikających z niego wypłat. Piłkarze mogą wprawdzie na czas zawieszenia znaleźć sobie innego pracodawcę, ale kolejka po piłkarza Szymańskiego jakoś niespecjalnie chce się ustawić.

W trakcie meczu na Stadionie Śląskim na okalających boisko elektronicznych bandach, mogliśmy oglądać reklamy jednego z marketów budowlanych, który po rozpętaniu przez Putina wojny ostentacyjnie odmówił wycofania się z rosyjskiego rynku (ta firma to jeden z głównych sponsorów reprezentacji Polski). I co? Ano nic. Kasa się zgadza. Ot, takie moralne salto…(Grabażu, pozdrawiam). Aby było jeszcze ciekawiej, piłkarze z Rosji bez większych problemów występują na polskich boiskach – nawet w ekstraklasie. Tu rygoryzm moralny także nie obowiązuje.

Ten rygoryzm nie występuje też na arenach innych dyscyplin – Rosjanie bez większych przeszkód występują np. w polskiej lidze hokejowej, grają też w drużynach piłki ręcznej. Innymi słowy – jak w znanej z dzieciństwa wyliczance – na kogo wypadnie, na tego BĘC. Tym razem padło na żużlowców – ot, taki fart.

Mógłbym, pozostając przy żużlu , wspomnieć jeszcze przypadek Gleba Czugunowa, który – podobnie jak wielu innych rosyjskich żużlowców – ma (obok rosyjskiego) polskie obywatelstwo, a jako że startuje z polską licencją, może występować w lidze. Otóż ów Gleb, po meczu we Wrocławiu został przez kibolstwo z Torunia (ligowego rywala zespołu z Wrocławia, w którym Czugunow startuje) bezlitośnie zelżony i obrzucony różnymi przedmiotami. Mógłbym jeszcze raz przywołać przykład mistrza świata Artioma Łaguty, któremu, mimo spełnienia WSZYSTKICH formalnych wymogów, odmówiono prawa do starania się o polską licencję zawodniczą. Mógłbym, ale mam głębokie przekonanie, że domaganie się RÓWNEGO I SPRAWIEDLIWEGO (sic!) traktowania wszystkich rosyjskich sportowców, to głos wołającego na puszczy. I tak wygrają drobne, partykularne interesiki, sympatie, plany i strategie. Niezwykle (jak zwykle) trafnie sytuację tę opisał znakomity prof. Hartman, przywołując ukuty w latach siedemdziesiątych przez brytyjskiego socjologa Stanley’a Cohena termin „paniki moralnej”. Pozwolę sobie zacytować „..wyraża się (panika moralna – JK) w agresywnym szantażu moralnym i towarzyskim ostracyzmie. Panika moralna to okropne, amoralne, podszyte agresją, ustrojoną na uroczysty moralny gniew, piętnowanie wszelkich wątpliwości i wszelkich przejawów autonomicznej refleksji moralnej – a to w imię wspólnotowej jedności i bezpiecznej dla wszystkich jednoznaczności. Nawet gdy ta jednoznaczność oznacza bliżej niesprecyzowany zadufany w sobie radykalizm, histerię i kompletną nieczułość na względy sprawiedliwości…”

Mam nieodparte wrażenie, że w naszym polskim wydaniu owa panika moralna przeradza się w … moralne wzdęcie. Nasze głowy i sumienia pęcznieją od – często nieprzeżutych lub przeżutych tylko na poły – półfaktów, półprawd, półsądów, półocen, półwyroków … Wiemy tylko tyle, ile zostanie nam powiedziane. A więc – na kogo wypadnie, na tego bęc.

Nie chcę jednak zostawiać Was z taką karkołomną i w Wielkanoc dość niestosowną chyba metaforą moralno – gastryczną. Dlatego na zakończenie, życzę Państwu spokojnych, zdrowych i – mimo wszystko – pełnych tolerancji i miłości świąt.

JERZY KAMIŃSKI.

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Pozostańmy w kontakcie

252FaniLubię
502SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -spot_img

Ostatnio dodane