11.6 C
Bydgoszcz
czwartek, 6 października, 2022
spot_imgspot_imgspot_imgspot_img

Prawym okiem PAWŁA SKUTECKIEGO. Gdy opadną emocje, włączą się: rozum i… uprzedzenia

Fala uchodźców z objętej wojną Ukrainy coraz szerszym strumieniem rozlewa się po Polsce. Reakcja Polaków na tragedię wschodnich sąsiadów, z którymi przecież wciąż wiążą się niezabliźnione rany, sprawiła, że świat oniemiał ze zdumienia. Jeszcze kilka miesięcy temu twardo stawialiśmy tamę przebranym za uchodźców napastnikom forsującym polsko-białoruską granicę, ale kiedy mamy do czynienia z prawdziwymi uciekinierami przed wojną, otwieramy szeroko swoje serca. I zaczynają się problemy; realne lub domniemane. 

U wielu Polaków Ukraińcy wywołują zrozumiały dystans, nieufność, czasem wręcz lęk. Wciąż przygotowuję książkę o eksperymentach pseudomedycznych, prowadzonych w niemieckich obozach koncentracyjnych. W każdym z nich wśród najgorszych bandytów w mundurach i pasiakach (tak tak, kapowie byli często okrutniejsi niż esesmani) było wielu Ukraińców. W Potulicach, gdzie ginęli męczeńską śmiercią głównie najmłodsi, kilkuletni więźniowie, polskie i białoruskie dzieci, także prym wiedli strażnicy z Ukrainy na nazistowskim, niemieckim żołdzie. Już nie wspomnę o Wołyniu czy rzezi cywilnej ludności Warszawy w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Oczywiście sprawcy tych bestialskich czynów dawno pomarli, ale ich potomkowie nigdy głośno się nie odcięli od zbrodni przodków. Nigdy nie potępili bardzo aktywnej, ochoczej wręcz kolaboracji z hitlerowskimi Niemcami. Wśród zwykłych Ukraińców mit Bandery jest wciąż żywy, ale rozumiany kompletnie inaczej niż my go wspominamy. Nie ma jednak ani jednego Ukraińca, który znając historię widzianą naszymi oczami, nie odciął się od tych makabrycznych zbrodni. Kwestia wiedzy jest kluczowa. Nie dalej jak pięć czy sześć lat temu widziałem w pewnym ukraińskim sennym miasteczku wystawę sklepową, gdzie obok siebie stały cztery flagi: banderowska, ukraińska, unijna i polska. Dla zwykłych Ukraińców to są wszystko symbole wolności, niezależności, niezawisłości, suwerenności. Musimy to zrozumieć i jasno mówić o czarnych kartach ukraińskiej historii; prawda wyzwala. 

Ale to wszystko potem. Bo teraz musimy po prostu pomóc tym, którzy pomocy potrzebują.

Na razie trafiło do Polski jakieś dwieście tysięcy uchodźców; to według niektórych opinii raptem jedna dwudziesta tego, co nas czeka. Wiadomo, że w takiej grupie trafią się ludzie „dziwni”. Pojawią się prędzej czy później opowieści o kradzieżach, przemocy, braku wdzięczności, albo wręcz roszczeniowym traktowaniu pomocy. To się musi wydarzyć, ale alternatywą byłyby duże obozy uchodźców na wzór libański czy grecki. Do tego nie możemy dopuścić z kilku co najmniej powodów. Przede wszystkim takie molochy to wylęgarnia patologii, przemocy i przestępczości. Poza tym chodzi nam przecież o to, żeby ta masa uchodźców jak najszybciej wróciła do swojego kraju, ale póki to będzie niemożliwe – żeby nie obciążała zbytnio naszego budżetu. Ci ludzie mogą i powinni prowadzić w miarę normalne życie, pracować, uczyć się, chodzić na spacery i grać w piłkę. Normalnie żyć w oczekiwaniu na koniec wojny i możliwość powrotu do domu, bo przecież cały czas mówimy o uchodźcach, czyli kobietach, dzieciach, starcach. Mężczyźni w sile wieku mają zakaz opuszczania terytorium Ukrainy, mają obowiązek walczyć za swoją ojczyznę. 

I tutaj dotykamy kolejnego tematu, który prędzej czy później zdominuje na jakiś czas odmęty internetu i być może także większych mediów. Na Ukrainie studiowało jeszcze kilkanaście dni temu jakieś osiemdziesiąt tysięcy obcokrajowców, głownie Hindusów (ponad 18 tysięcy) i studentów z państw afrykańskich przede wszystkim takich jak Maroko i Nigeria. Zagraniczni studenci nie chwycą za broń, bo to nie ich wojna, nie wsiądą w samolot, bo przecież aktualnie żaden nie odlatuje do ich ojczyzn. Oni przyjadą do Polski jako uchodźcy, a my zobaczymy ukraińskich Murzynów w kwiecie wieku, wypisz wymaluj „uchodźcy z Iraku”, którzy pieszo przyszli znad Eufratu na Białoruś i po nocach forsowali graniczny płot, rzucając kamieniami w naszych funkcjonariuszy. Na bank podniesie się ogromna wrzawa, że wojenną zawieruchę wykorzystują ci, których tak skutecznie trzymaliśmy po białoruskiej stronie granicy. Nie będzie łatwo wytłumaczyć różnicę…

Do ogromnego dzieła pomocy sąsiadom poniosły nas głębokie emocje, ale one prędzej czy później opadną. Wtedy powinien włączyć się rozum, bo będzie bardzo potrzebny, żebyśmy stąpając po cienkim lodzie splecionych ze sobą racjonalnych obaw i obłąkanych uprzedzeń nie zrobili krzywdy. Ani innym, ani sobie. 

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Pozostańmy w kontakcie

0FaniLubię
104SubskrybującySubskrybuj
- Advertisement -spot_img

Ostatnio dodane